Leszek ��d�o - Syndrom �mierci - Sklep ezoteryczny Ezosfera.pl (original) (raw)
W �mierci jest co� niepoj�tego, tajemniczego. Jednych �mier� podnieca, podczas gdy innych przera�a. Na pewno dla ka�dego z nas jest czym� wa�nym, wobec czego nie spos�b przej�� obok niej oboj�tnie. Znamienne np., �e czas nadawania film�w, w kt�rych przedstawia si� przemoc i morderstwa, to czas najwy�szej ogl�dalno�ci TV.
�mier� wcisn�a si� g��boko w kultur�, w religie i rytua�y. Czasami dominowa�a w �yciu pewnych spo�eczno�ci. Dzi� mamy wobec niej sprzeczne nastawienia. Dla jednych jest z�em, dla innych z�em koniecznym, a dla jeszcze innych przedmiotem ub�stwienia i po��dania.
Emocje i oczekiwania wobec �mierci s� tak silne, �e wielu m�c� rozum. Jedni marz� o �mierci swojej, a inni o �mierci swych wrog�w. Kilka miliard�w chrze�cijan i �yd�w oczekuje nawet w tej chwili na blisk� gehenn�, czyli oczyszczenie ludzko�ci przez Boga z wszystkich m�t�w, �mieci, odpad�w i chwast�w ludzkich. I ka�dy z nich ma nadziej�, �e w�r�d ocalonych znajdzie si� on i jego najbli�si.
M�wi si� powszechnie o tajemnicy �mierci. A ca�a ta tajemnica, to psychologiczny syndrom �mierci.
Po raz pierwszy z poj�ciem “syndrom �mierci” spotka�em si� przy lekturze ksi��ek zwi�zanych z rebirthingiem. Rebirthing uchodzi za metod�, kt�ra stawia sobie za najwa�niejszy cel uwolnienie od syndromu �mierci i uzyskanie w ten spos�b stanu wiecznego �ycia w ciele.
Mo�emy nie wierzy� w ide� fizycznej nie�miertelno�ci, mo�emy nawet �mia� si� z os�b, kt�re ona inspiruje do rozwoju, ale nie mo�emy oboj�tnie przej�� obok syndromu �mierci. A to dlatego, �e syndrom �mierci jest najpowa�niejszym inhibitorem, a wi�c op�niaczem rozwoju duchowego. Podst�pnie, wbrew naszej woli, odci�ga nas od zainteresowania �yciem i rozwojem, zmusza do zajmowania si� �mierci� i do dostrajania si� do wibracji �mierci.
�mier� wydaje si� czym� tak powszechnym i naturalnym, �e nie wyobra�amy sobie dnia, by o niej nie s�ysze� i nie my�le�. Budzi powszechne przera�enie ale i zainteresowanie. �mier� wielu ludzi podnieca, cho� nie jest to mi�e podniecenie. Dlatego jest ulubionym tematem mass-medi�w. I wydaje si� nieunikniona. Dlatego ju� od tysi�cy lat w praktykach jogi czy buddyzmu wykonuje si� specjalne medytacje, by oswoi� si� ze �mierci� (np. przenoszenie �wiadomo�ci do cia�a trupa).
Buddyzm i hinduizm obiecuj� uwolnienie od strachu przed �mierci� ucz�c o reinkarnacji, natomiast chrze�cija�stwo obiecuje �ycie wieczne w raju dla grzecznych i bogobojnych, a innym wieczne pot�pienie i m�ki piekielne. Gdyby nie strach przed �mierci�, wi�kszo�� ludzi w og�le nie interesowa�aby si� duchowo�ci�!
Poniewa� my�li o �mierci nie s� przyjemne i zani�aj� wibracje cz�owieka, to w�r�d pewnych grup ludzi rozwijaj�cych si� duchowo istniej� zakazy m�wienia i my�lenia o �mierci. Strach przed �mierci� jest jednak mniejszy ni� strach przed poprzedzaj�c� j� staro�ci�, kt�ra ma si� wi�za� ze zniedo��nieniem. Dlatego te� wielu ludzi �udzi si�, �e je�li nie b�d� spotyka� os�b starszych czy niedo��nych, to przed�u�� swoje �ycie lub nawet stan� si� wiecznie m�odzi. Dlatego w pewnych spo�eczno�ciach �wiadomie izoluje si� m�odych ludzi od staruszk�w. Ma to swoje dobre, ale i z�e strony.
Na pomys� izolowania m�odzie�c�w przed starymi i cierpi�cymi pierwszy bodaj�e wpad� ojciec Gautamy Siakjamuni (Buddy). Chcia� go w ten spos�b chroni� obawiaj�c si�, �e zetkni�cie z cierpieniem lub �mierci� mog�yby pchn�� Gautam� ku praktykom duchowym. Jednak po kilkunastu latach karma upomnia�a si� o Gautam� i spotka� on cierpi�cego starca, co wywr�ci�o jego �wiatopogl�d do g�ry nogami. Odt�d zapragn�� rozgry�� tajemnic� cierpienia i uwolni� si� od przymusu inkarnowania.
Wielu pedagog�w zauwa�a, �e dzieci i staruszkowie lgn� do siebie. Szczeg�lnie osoby starsze czuj� si� �wietnie przy dzieciach. Wida� te� konflikt pokole�: dzieci trzymaj� przeciw rodzicom z dziadkami. To zach�ca do eksperyment�w wychowawczych. Propaguje si� np. domy starc�w po��czone z domami dziecka. Podobno wszyscy tam si� czuj� dobrze. No i najwa�niejsza sprawa – wielu uwa�a, �e dzieci trzeba oswaja� ze staro�ci� i post�puj�cym zniedo��nieniem. Chodzi o “wychowanie do wsp�czucia”.
Tu chcia�bym zauwa�y�, �e szczeg�lnie ma�e dzieci, przed 3 rokiem �ycia, s� szczeg�lnie ch�onne na wzorce energetyczne tych, kt�rzy s� w ich otoczeniu. A to znaczy, �e dziecko wychowywane (nawet do 6 roku �ycia) z osob� zbli�aj�c� si� do �mierci PRZEJMUJE JEJ WZORCE STARZENIA SI� I UMIERANIA JAKO WZORCE DOROS�EGO �YCIA! To w dzieci�stwie – obserwuj�c umieraj�cych – uczymy si�, jak zbli�a� si� do �mierci i jak umiera�. I tak w�a�nie wygl�da nasze �ycie, jak si� tego nauczyli�my. Osoba, kt�ra jako dziecko widzia�a, �e przed �mierci� trzeba si� nam�czy�, b�dzie si� m�czy� przed w�asnym zej�ciem. A ta, kt�ra by�a �wiadkiem natychmiastowego zgonu, zapewne zemrze nagle. Oczywi�cie, bywaj� te� wyj�tki, kiedy przera�eni takim sposobem umierania, jakiego byli�my �wiadkami, postanawiamy umrze� w inny spos�b.
Faktem jest, �e jednych bardziej przera�a �mier�, a innych �ycie. Kiedy jednak zrozumiemy, jak funkcjonuje syndrom �mierci, wszystko stanie si� jasne.
Na syndrom �mierci sk�adaj� si� dwa sprzeczne z sob� d��enia czy te� po��dania. Jednym z nich jest l�k przed �mierci�, a drugim l�k przed �yciem, nierozerwalnie splecione z sob� od chwili pojawienia si�. One to nieustannie walcz� z sob� w pod�wiadomo�ci jako para przeciwie�stw a� do czasu, kiedy zostan� u�wiadomione i uwolnione. A wtedy trac� w�adz� nad cz�owiekiem i jego �yciem.
Strach przed �yciem mo�e pojawi� si� jeszcze przed narodzinami. W rzeczywisto�ci jest to strach przez nieznanym, przed cierpieniem lub zm�czeniem, kt�re – jak si� wydaje – nierozerwalnie wi��� si� z �yciem. Dla wielu ludzi �ycie to ogromne ryzyko. Przecie� niczego nie mo�emy by� pewni. Jedni wi�c ucz� si� �y� z ryzykiem i kalkulowa� je jako cen� �ycia, a inni ze strachu uciekaj� tam, sk�d przybyli – w niebyt, czyli w �mier�.
Pod�wiadomo�� noworodka rozumie tylko tyle, �e urodzi�a si� i zacz�a istnie�. Je�li to pierwsze do�wiadczenie wi�za�o si� z b�lem, cierpieniem, strachem, pragnie wr�ci� tam, sk�d przyby�o cia�o. Nie nazywa tego �onem, tylko NIEBYTEM. Dla niej jasne jest, �e kiedy jej nie by�o, w�wczas nie by�o cierpienia, przera�enia, ryzyka i oderwania od mamy. Tylko w nielicznych przypadkach przez warstw� ochronn� �ona mog�y dociera� do nienarodzonego dziecka niejasne emocje zwi�zane z wojn�, l�kami matki lub rozpacz� po utracie bliskich. Wszystko by�o jednak oddalone i niczego nie trzeba by�o przewidywa� ani planowa�. Nic robi�, o nic zabiega�. Teraz, kiedy noworodek JEST ju� na �wiecie, wszystko nagle sta�o si� INTENSYWNE, straszne, wr�cz nie do wytrzymania. St�d pojawia si� pragnienie powrotu do stanu, w kt�rym mo�e nie by�o rozkosznie, ale przynajmniej wszystko by�o stabilne (za cen� ogromnego ograniczenia). To tyle zebrali�my na pocz�tku tego �ycia. Ale to nie wszystko, z czym mamy do czynienia, gdy rozwa�amy syndrom �mierci.
Nie przychodzimy na �wiat jako nie zapisane karty. Poczynamy si� i rodzimy z okre�lonymi intencjami karmicznymi. Intencje te pojawi�y si� u nas w poprzednich wcieleniach i zosta�y potwierdzone przez wyb�r drogi �ycia (naszego indywidualnego scenariusza �ycia), tu� przed pocz�ciem.
Dlatego jedni prowokuj� mi�e, a inni niemi�e okoliczno�ci i do�wiadczenia zwi�zane ze swym �yciem pocz�wszy od pocz�cia, przez narodziny, a� do �mierci lub zmiany intencji. Popraw� mo�e zagwarantowa� uwolnienie od intencji szkodliwych dla siebie i dla innych. Tymczasem… dzi�ki post�pom medycyny �yje w spo�ecze�stwie coraz wi�cej os�b, kt�rym �mier� zajrza�a w oczy albo przy porodzie, albo jeszcze przed nim. Przecie� nie dalej jak 60 lat temu wi�kszo�� przed�u�aj�cych si� porod�w mia�a wszelkie szanse sko�czy� si� �mierci� noworodka i matki. I zwykle tak si� to ko�czy�o. Takie by�y efekty decyzji na temat �ycia podj�tych w poprzednich wcieleniach.
Bodaj�e podczas co 7 porodu dziecko rodzi si� z p�powin� owini�t� wok� n�ek, co powoduje poczucie obsesyjnego sp�tania w dalszym �yciu. Taka osoba boi si� wykona� krok naprz�d (bardziej psychicznie ni� fizycznie) pod�wiadomie czuj�c, �e to b�dzie bardzo bola�o. L�k przed �yciem mo�e tak�e przybra� o wiele tragiczniejszy wymiar. Ot� spora liczba noworodk�w rodzi si� z p�powin� owini�t� wok� szyi i w stanie martwicy. Dzi�ki licznym sesjom prenatalnym wiemy dzi�, �e jest to efekt silnego strachu przed �yciem, kt�ry nienarodzone dziecko prowokuje do pope�nienia samob�jstwa. Mo�e on by� skutkiem samob�jczej decyzji podj�tej w poprzednim �yciu, albo telepatycznego przej�cia od matki l�ku przed dalszym �yciem. P�powina ma zacisn�� si� na szyi jak p�tla szubienicy, a na dodatek dziecko z ca�ej si�y r�czki zaciska na p�powinie, by odci�� dop�yw tlenu i po�ywienia. I gdyby nie pomoc lekarzy, to ta pierwsza pr�ba samob�jcza na pewno powiod�aby si�. Te dzieci nie chcia�y �y� nie dlatego, �e na �wiecie jest �le, albo �e rodzice ich nie kochaj� (cho� te motywy uzasadniaj� ich intencje). Ich niech�� do �ycia wynika�a z decyzji podj�tych znacznie wcze�niej, w poprzednich wcieleniach. Podj�y je dlatego, �e si� bardzo ba�y �ycia lub nienawidzi�y go.
Dzieci usi�uj�ce udusi� si� ju� w �onie matki, je�li tylko prze�yj�, pr�buj� pope�nia� samob�jstwo w bardzo wczesnym wieku. Rodzice takiego dziecka powinni uczyni� wszystko, �eby ono nabra�o ochoty do �ycia, �eby pozna�o, i� �ycie mo�e by� pi�kne, przyjemne, atrakcyjne, �atwe. Inaczej b�dzie si� tylko utwierdza�o w przekonaniu, �e nie warto �y� i d��y�o do �mierci, niekoniecznie samob�jczej. Pomy�l o tym, kiedy zaczniesz si� rozczula� nad “niezawinion�” �mierci� “niewinnych” dzieci!
Wiemy ju� mniej wi�cej, jak powstaje l�k przed �yciem b�d�cy bezpo�redni� przyczyn� pragnienia �mierci. Wiemy te�, �e jest on spowodowany nasz� niewiedz� i nie�wiadomo�ci�, czyli wyci�gni�ciem fa�szywych wniosk�w z wydarze� wi���cych si� z narodzinami. Dzi�ki temu wiemy, �e: Syndrom �mierci sta� si� kanw� wielkich religii.
L�k przed �yciem nie jest wi�c niczym sensownym uzasadniony. A jednak sta� si� podstaw� kilku wielkich i wa�nych w dziejach religii.
L�k, wobec kt�rego czujemy si� bezsilni, budzi tylko nienawi��. Skoro wielu czu�o bezsilny l�k przed �yciem, zacz�li �ycia nienawidzi�. Spora cz�� ludzi ma tendencj� do tego, by czci� to, czego si� boj� i czego nienawidz�. My�l�, �e w ten spos�b mo�e to przechytrz� czy zyskaj� u tego czego� wzgl�dy. Tak wi�c jedni zacz�li czci� �ycie, podczas gdy inni – �mier�. Ci zniech�ceni do �ycia zacz�li uzasadnia� swoj� nienawi�� jakimi� wy�szymi wzgl�dami i gloryfikowa� �mier� jako stan, kt�ry wydaje si� znacznie przyjemniejszy i bezpieczniejszy ni� �ycie. Tym samym zacz�y powstawa� podwaliny pod manichejsk� gnoz�, kt�ra w zamian za znienawidzenie swego cia�a, �ycia i �wiata (a w szczeg�lno�ci seksu) obiecuje powr�t do domu Boga Ojca. Kiedy dzi� patrzymy na rodz�ce si� niemowl�ta, okazuje si�, i� wiele z nich ju� wcze�niej zosta�o zainfekowanych t� nienawi�ci�. W zwi�zku z tym od samego pocz�tku �ycia zbieraj� one skutki swych w�asnych nienawistnych prowokacji wobec �ycia i �wiata. Ka�de bowiem do�wiadczenie zgodne z ich gnostyck� intencj� ma je przekonywa�, �e �ycie jest tylko jednym pasmem nieszcz�� i cierpie�, wi�c lepiej od razu czeka� na jak najszybsz� �mier�, kt�ra b�dzie uwolnieniem od konieczno�ci wcielania si�. Rezygnacja z wszelkich przyjemno�ci i zadawanie sobie coraz wi�kszych cierpie� maj� stanowi� zado��uczynienie za grzech po��dania przyjemno�ci i zapewni�, �e �mier� doprowadzi do uwolnienia od pokusy ponownego wcielania si�.
Podobny pogl�d rzutuje w identyczny spos�b na kolejne wcielenia adept�w jogi gnostyckiej. Mamy wi�c tu przyk�ady, kiedy nieporozumienie, cierpienie i nienawi�� zosta�y wr�cz ub�stwione i potraktowane jako cnoty najwy�szego kalibru na duchowej �cie�ce!
Dok�d prowadzi droga cierpie� i nienawi�ci do �ycia?
Rekord o obsesyjnym przygotowywaniu si� do �mierci pobili Indianie z kultury Tierradentro w Kolumbii. Od kiedy ko�czyli 7 rok �ycia, zaczynali kopa� sobie gr�b. Na t� najwa�niejsz� w �yciu czynno�� po�wi�cali ok. 8 godzin ka�dego dnia, a� wreszcie doczekiwali si� �mierci. Niekt�re z grob�w s� imponuj�ce, co �wiadczy o d�ugo�ci �ycia ich budowniczych.
Drzewo poznajemy po owocach. Je�li kto� hoduje cierpienie i nienawi��, to z pewno�ci� owocem jego uprawy nie b�dzie wieczne szcz�cie i wieczna mi�o��. A co b�dzie?
Kolejne ci�kie wcielenie w otoczeniu pa�aj�cym nienawi�ci� do �ycia, w�r�d ludzi niezadowolonych, nienawidz�cych, a mo�e nawet oprawc�w? Czy warto si� na co� takiego nara�a�? A potem jeszcze za to obwinia� Boga i ca�y �wiat?
Obsesyjn� niech�� do �ycia i przyjemno�ci odziedziczy�o po gnozie chrze�cija�stwo. R�wnie� bhakti – joga obiecuje wieczne �ycie w raju Kryszny i zach�ca do znienawidzenia ziemskich przyjemno�ci.
Drugim biegunem syndromu �mierci jest strach przed ni�. W�a�ciwie chodzi zn�w o strach przed nieznanym (co b�dzie “po”) oraz o strach przed cierpieniem zwi�zanym ze �mierci�, z utrat� bliskich.
Strach przed konsekwencjami �mierci cz�sto powstrzymuje samob�jc�w przed targni�ciem si� na swoje �ycie. Ten sam strach motywuje starzej�cych si� ludzi, by poszukiwali odpowiedzi w religii, co z nimi b�dzie “po”. St�d ko�cio�y s� pe�ne staruszek, kt�re ju� nie widz� si� w �yciu, ale przynajmniej chc� sobie zapewni� gwarancje zbawienia lub raju po �mierci. M�odzi za� z pogard� dla �mierci (a tak naprawd� dla w�asnego �ycia i zdrowia) id� w b�j lub rozbijaj� si� na swych szalonych maszynach usi�uj�c �y� kr�tko, ale za to intensywnie.
Strach przed zniedo��nieniem na staro�� i cierpieniem zwi�zanym ze �mierci� motywuje do poszukiwania sposob�w unikni�cia ich, albo te� do znalezienia sposobu, kt�ry nie boli. Wydaje si�, �e najpro�ciej jest umrze� w odurzeniu, ale poci�ga to kiepskie konsekwencje karmiczne. Niekt�rzy opanowali wi�c sztuk� u�miercania si� poprzez specjalne wstrzymanie oddechu. Ten spos�b jest wzgl�dnie komfortowy, ale tych, kt�rzy go spr�bowali, kusi, by skorzysta� z niego zawsze wtedy, gdy tylko pojawi� si� w ich �yciu trudno�ci nie do pokonania. Taka osoba cz�sto jeszcze ma satysfakcj�, �e kiedy nabroi�a, to inni si� z tego powodu miotaj�, a ona odchodzi, bo jej si� konsekwencje nie podobaj�. Tego typu podej�cie wi��e si� z pozornie pozytywnym pogl�dem, �e “�mier� jest ostateczn� gwarancj� mojej wolno�ci”. Ale co to za wolno��, kiedy si� ucieka przed skutkami w�asnych g�upich kreacji… A wi�c nie warto planowa�: “najpierw nabroj�, a jak mnie b�d� chcieli dopa��, to sobie umr�”, cho� wielu to podnieca.
Wielu ludziom najgorszy wydaje si� strach przed utrat� bliskich. Z jego powodu osoby �miertelnie chore zmuszaj� si� do znoszenia nieludzkich wr�cz cierpie�, by nie straci� bliskich, by za wszelk� cen� si� z nimi nie rozsta�. Czasami tego typu oczekiwania motywuj� do nag�ych, cudownych uzdrowie� cia�a. Z kolei l�k przed skutkami utraty bliskich motywuje do zej�cia wtedy, gdy sporo bliskich ju� umar�o.
Poniewa� osoby starzej�ce si� i umieraj�ce otaczaj� nas powszechnie, to telepatycznie dostrajamy si� do nich, by nauczy� si�, jak to b�dzie w ich wieku. Na dodatek pod�wiadomie chcemy si� czu� tak samo podziwiani i powa�ani jak wiekowi starcy. Ten mechanizm dzia�a zupe�nie pod�wiadomie. Jedni wi�c ucz� si� post�puj�cego starzenia cia�a i niedo��nienia, podczas gdy inni przejmuj� wzorce nag�ej �mierci w do�� m�odym wieku i w pe�nej sprawno�ci cia�a fizycznego. Szczeg�lnie za tym drugim mechanizmem kryje si� l�k przed zniedo��nieniem.
Wielu �mier� wydaje si� czym� znacznie lepszym, ale przede wszystkim �atwiejszym, ni� �ycie. Ten, kto ma ci�kie �ycie, a wierzy, �e �ycie ma tylko jedno, najcz�ciej nie ma �adnych opor�w przed odej�ciem. Teoretycznie te� ten, kto wierzy w reinkarnacj�, nie powinien si� obawia� �mierci samob�jczej. A jednak… z wiar� w reinkarnacj� idzie w parze wiedza o prawie karmy, kt�ra m�wi, �e kolejne wcielenie zaczyna si� od tych problem�w, kt�rymi zako�czy�o si� �ycie poprzednie. A wi�c osoba wierz�ca w reinkarnacj� nie ma powodu pope�nia� samob�jstwa, tylko czuje si� zmotywowana, by rozwi�za� sw�j problem tak, by wi�cej jej ju� nie prze�ladowa�.
Oczywi�cie, wsz�dzie s� osoby przyjmuj�ce pewne koncepcje powierzchownie i nie zastanawiaj�ce si� nad konsekwencjami swych wybor�w. Przekonanie, �e kolejne �ycie zacznie si� tak, jak ko�czy obecnie, zach�ci�o spor� grup� ludzi do tego, by umiera� w ekstazie. Wierzyli oni, �e dzi�ki temu od urodzenia w kolejnym wcieleniu b�d� �y� w nieustannej ekstazie. W tej intencji usi�owano umrze� podczas stosunku lub w trakcie odlotu po za�yciu afrodyzjak�w. Za lepsz� jednak uchodzi�a �mier� podczas stosunku, poniewa� dawa�a nadziej� na ekstatyczny seks natychmiast po odrodzeniu, albo nawet jeszcze w �onie matki. Dlatego ch�tnego do takiej �mierci cz�sto zabijano podczas wsp�ycia, a on pragn�� tylko jednego: “�eby zd��yli go dobi� zanim sko�czy si� orgazm”.
Ciekawe, �e dzi� sporo os�b marzy o �mierci podczas seksu!
Co zrobi� z syndromem �mierci?
Syndrom �mierci ze wzgl�du na wewn�trzne sprzeczno�ci mo�e by� powodem silnych nerwic lub depresji. Kiedy zwyci�a poczucie bezsensu �ycia, wtedy wszystko przestaje mie� jakikolwiek sens – padaj� plany biznesowe i sypi� si� zwi�zki. Kiedy zwyci�a l�k przed �mierci�, zaczyna si� pogo� za eliksirem �ycia, utracon� m�odo�ci� albo �a�owanie zmarnowanych okazji czy straconych bezpowrotnie lat. To pierwsze prowokuje do wydawania pieni�dzy na r�ne odm�adzaj�ce specyfiki, diety cud, operacje odm�adzaj�ce itd., a to ostatnie powoduje narastanie poczucia winy i autoagresji, czego skutkiem s� r�nego rodzaju k�opoty codziennego dnia. Tak i siak, niedobrze.
Nie b�d� nikogo zach�ca�, by godzi� si� na �ycie z syndromem �mierci. I nikogo nie wzywam, by z nim walczy�, bo walka do niczego dobrego nie doprowadzi.
Od syndromu �mierci mo�na si� uwolni�. Najlepiej zacz�� od kontaktu z rebirthingiem. Po kilku lub kilkunastu sesjach pod okiem do�wiadczonego rebirthera mo�emy odreagowa� szok porodowy i uwolni� si� od pragnienia powrotu do nico�ci (stanu �mierci). Wielu osobom potrzebna jest nauka pe�nego, g��bokiego oddychania. A to dlatego, �e oddech symbolizuje nasze nastawienie do �ycia! Albo �yjemy p�ytko i powierzchownie, albo g��boko, dok�adnie tak, jak oddychamy! A wi�c warto zmieni� oddech p�ytki na g��boki, podobnie jak warto nada� g��bi swemu p�ytkiemu dotychczas �yciu. Skutkiem takich zmian, kt�re dokonuj� si� dzi�ki sesjom oddechowym rebirthingu, bywa dodatkowo uwolnienie od bardzo ci�kich chor�b i zmotywowanie do poszukiwania bardziej pozytywnego i tw�rczego podej�cia do �ycia. Je�li szok porodowy mia� na nas ogromny destruktywny wp�yw, po takich sesjach mog� nast�pi� znacz�ce zmiany na lepsze w naszych relacjach z lud�mi i w stanie zdrowia.
Przyda si� na pewno afirmowa�:
Wybieram bezpieczne, radosne, szcz�liwe, spe�nione, bogate, d�ugie, spe�nione �ycie.
Przyda si� pomy�le� co jaki� czas: “co bym zrobi� �yj�c 200, 300, 500, a nawet 1000 lat?”. To �wiczenie pomo�e uwolni� si� od poczucia zagubienia i od l�ku przed nieznan� przysz�o�ci�. Pomo�e te� rozpozna�, czego baliby�my si� �yj�c d�ugo, a nawet jeszcze d�u�ej. Kiedy rozpoznasz swoje l�ki, w�wczas mo�esz si� od nich uwolni�.
Po d�u�szym czasie wykonywania �wicze� oddechowych i medytacji mo�na spr�bowa� odreagowa� presje pogl�du, �e wszyscy musz� umrze�. Potem to wszystko, co podczas lektury poruszy�o emocje. Warto te� odreagowa� wzorce energetyczne starzenia si� i umierania przej�te od innych os�b, a szczeg�lnie od tych, kt�re umiera�y w naszej obecno�ci. No i wreszcie – niekoniecznie na ko�cu – uwolni� si� od podziwu dla bohater�w i �wi�tych, kt�rych jedyn� zas�ug� by�o poniesienie m�cze�skiej �mierci, najlepiej na oczach t�umu (ach, co za wyr�nienie!). Pewna cz�� os�b powinna odreagowa� satysfakcj� z tego, �e ich �mier� by�a najlepszym, co mog�y w �yciu uczyni�, bo albo by�y mi�ymi bogom ofiarami, albo czu�y si� zawalidrogami. Warto te� odreagowa� presj� atmosfery martyrologii narodu.
To, co prawie wszystkim wydaje si� nieuniknione, wcale takim by� nie musi. U�wiadomienie sobie tego to najwa�niejszy pozytywny efekt uwalniania od syndromu �mierci.
Jako uzupe�nienie polecam art. “�mier� w ekstazie”, a tak�e “�mier� i �wiadomo��”.